Z czym się je obcokrajowców

– A może frytki do tego?
– Może serniczek albo szarlotkę?
– Czy życzy sobie Pani coś z oferty specjalnej?

– Umm… yeah, no, uhh…

To niestety nadal bardzo częsty obrazek w rozmaitych większych sklepach czy fastfoodach. Wydawać by się mogło, że podstawową znajomość angielskiego ma już obowiązkowo każdy – tak jednak nie jest, wszak nie każdy ma talent lingwistyczny. Mimo to należy koniecznie pamiętać, iż rolą kasjera jest przede wszystkim obsłużyć klienta, niezależnie od okoliczności. Jeśli więc nie czujesz się pewnie z językiem obcym, postaraj się trzymać takich paru prostych regułek, które na pewno ułatwią komunikację.

1. Głośniej nie oznacza bardziej zrozumiale.
Z tą zasadą szczególny problem mają Włosi: jeśli Włochowi da się znać – gestem, wzruszeniem ramion, zdziwionym uniesieniem brwi – że się go nie rozumie, na 90% powtórzy dokładnie to co mówił, równie szybko, tylko głośniej: przyjął, że go nie dosłyszeliśmy, a nie nie rozumiemy języka. Nie popełniajmy tego błędu. Jeżeli rozmówca nas nie rozumie, powtarzamy wolniej, wyraźniej i krócej, a nie tylko głośniej.
2. Prosto, prościej, najprościej!
Największą zmorą języków obcych jest gramatyka. Niewprawny w danym języku nie odróżni podmiotu od orzeczenia, a zdania podrzędnego od formułki grzecznościowej. Dlatego mów prosto, jak do dziecka. Zamiast “Czy może powiększyć zestaw o duże frytki i duży napój?“, od czego obcokrajowiec zgłupieje na miejscu, powiedz “Duży zestaw?” albo “Duże frytki, duża cola?”. Są o wiele większe szanse, że rozmówca zna słowa “duży” i “cola” i może nawet “frytki”, niż “powiększyć zestaw”. Nie obawiaj się, że rozmówca poczuje się traktowany jak idiota – on przede wszystkim chce zjeść obiad, taki, jak zamówił, a nie uskuteczniać intelektualną pogawędkę.
3. Używaj gestów i posługuj się otoczeniem.
Informacja jest wszędzie, szczególnie w kolorowych fastfoodach. Posłuż się nią, jeśli słowa mogą Cię zawieść. Pokazuj zdjęcia i nazwy produktów, pytając o szczegóły zamówień; pokaż palcem wyświetlacz ceny, gdy recytujesz “siedemnaście złotych i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy“; pokazuj gestami proste pojęcia, jak “ile” (odliczanie na palcach), “duży/mały” (dłonie szeroko/wąsko), itp.
4. Zapomnij o ofertach specjalnych.
Obcokrajowiec prawie na pewno nie będzie chciał niczego ze skomplikowanych ofert specjalnych, nie będzie miał kart zniżkowych (chyba, że firmowe) i nie będzie chciał brać udziału w ankietach – on chce po prostu kupić lub zjeść konkretną rzecz, modląc się przy tym do dowolnie wybranego bóstwa, by go dobrze zrozumiano i chcąc zjeść hamburgera za 4 zł nie dostał ośmiornicy za 200 zł. Dlatego nawet jeśli manager wymaga od Ciebie proponowania każdemu klientowi dodatkowych ofert, deserów, dodatków i prezentów, lepiej w tym przypadku to pomiń: najważniejsze jest dobrze obsłużyć klienta – nie można ryzykować spłoszenia klienta niezrozumiałym słowotokiem. Podlicz cenę, zainkasuj i pożegnaj klienta, a nie zawracaj mu głowy czymś, czego najprawdopodobniej i tak nie zrozumie.
5. Może kolega sobie lepiej poradzi?
Jeżeli nie ma jakiegoś masakrycznego pośpiechu, lepiej poprosić o pomoc lepiej się dogadującego kolegę czy koleżankę, niż kombinować jak koń pod górę. Szczególnie, jeśli klient właśnie zażyczył sobie czegoś, czego ni w ząb nie rozumiesz i właśnie zaczynasz “zgadywać”. Nie zgaduj, bo – mimo pozorów – źle obsłużony obcokrajowiec wcale nie musi podkulić ogona i cieszyć się, że mogło być jeszcze gorzej; może zrobić awanturę i zażądać interwencji menedżera.
cloud: accor:

Group1

2 Replies to “Z czym się je obcokrajowców”

  1. Marudzisz. Ja w Monachium musiałem się nauczyć kilku podstawowych zwrotów, jak np. “zum hier essen oder mitnehmen” ;]

  2. Niezła obserwacja :)I tak najgorsi są meksykanie. Ten cudowny, sympatyczny i otwarty naród potrafi człowieka doprowadzić do furii w momencie gdy Twój hiszpański nie jest idealny, bardzo dobry lub nawet dobry. Kiedyś w przyhotelowej stołówce, co prawda na prowincji, ale zawsze, kelnerka nie skojarzyła słowa “fruts” z “frutas” i przyniosła nam tosty. Jeszcze lepsza była starsza babina handlująca miejscowymi błyskotkami w turystycznym miejscu, gdzie Alberto (mój pan i władca;) użył pięknej konstrukcji zdaniowej i zadowolony z siebie wyszczerzył zęby w uśmiechu, a babina zamiast ucieszyć się, że gringo do niej zagaduje w jej języku opieprzyła go ,że źle powiedział 🙂 Ogólnie rzecz biorąc zasada łopatologicznego porozumiewania się w Meksyku tam jest chyba najbardziej pożądana, bo łatwiej Cię zrozumieją jak będziesz gadał do nich po angielsku (chociaż sami tego języka nie znają) niż spróbujesz gadać swoją łamaną hiszpańszczyzną. Wtedy nawet nie próbują zrozumieć…

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: