Glina, woda i megaklapki | |
Podobno kto raz złapał bakcyla woodstockowego, ten jest stracony – będzie jeździć co rok, chyba, że (niestety) “wyrośnie” (czyt.: zgrzybieje). Ja jestem jeszcze całkiem dziarskim staruszkiem i nie mam zamiaru przestać jeździć – przynajmniej póki jest tak zajedwabiście, jak dotąd.







