Rowerem wzdłuż Bałtyku 2010 | |
“Piaski Czasu” wreszcie na dużym ekranie | |
Na ten film czekałem od dobrych 3 lat, gdy tylko po raz pierwszy go zapowiedziano. Czy spełnił oczekiwania?
Ridley Scott przedstawia: Maximus Hood | |
Ridley Scott wziął się za legendę Robina z Sherwood z ambitnym planem przedstawienia znanego wszystkim bohatera jakoś inaczej niż zwykle. I co? I figa, niestety. “Robin Hood”, aktualnie w kinach, nie jest zgrabnym, świeżym spojrzeniem. Jest… czymś. Nie wiem do końca, czym. Ale nie jest to coś udanego.
Bakłażan a oberżyna | |
Fioletowe duże coś, nawet smacznie przyrządzalne
. Ale nazwy nosi dwie, zupełnie niepodobne: bakłażan i oberżyna (nie mylić z ostrężyną).
Odrobina kopania w etymologii i wyjaśnia się ciekawe pochodzenie obu nazw, wiodące poprzez różne tereny.
Głuchy notebook Fujitsu-Siemens Lifebook i udana amputacja | |
Jak zwykle udaną naprawą wypada się pochwalić. Tym razem poszczęściło się starusieńkiemu Lifebookowi, w którym tajemniczo milczały głośniki.
Czytaj więcej »
Maszyna do szycia | |
Jak coś nie działa jak powinno, i Sinus to coś dorwie, to najpewniej rozkręci, skręci z powrotem, w sumie nic nie naprawi, ale jakoś potem będzie działało lepiej. Tym razem oberwało się prastarej maszynie do szycia marki Łucznik.
Fistaszki | |
Jaką potoczną nazwą określamy orzeszki ziemne, te z miękkich chropowatych łupinek wydłubywane? “Fistaszki”, prawda? Otóż chociażby po rosyjsku “фисташки” (fistaszki, dokładnie) to… pistacje. Pi-sta-cje… Fi-sta-szki… Nie brzmi podobnie? Tak, nasze “fistaszki” to miały być pistacje, tylko jakiś dawny handlarz źle zrozumiał innego handlarza, i tak zostało. Nie szerzmy zamieszania, nie używajmy “fistaszków”. Pistacje są zielone w twardej łupince, orzeszki ziemne są żółte w dziurawej. “Fistaszków” nie ma.
Seks przez USB, czyli o Avatarze słów parę. | |
Nie o każdym nowym filmie szumi pół Sieci, zatem poczułem się zobowiązany też coś-niecoś skrobnąć o Avatarze, najnowszym dziele Jamesa Camerona. (To tak w kwestii polinkowania gdzie należy.)
Co jest w pudełku? | |
Zadziwiająco dobrym sposobem na sprawdzenie, czy czyjś sposób myślenia pokrywa się z naszym, okazuje się zadanie jakiegoś konkretnego, specyficznego pytania. Odpowiedź padnie albo jakaś tam, pasująca do pytania, ale nie ta, o którą chodzi – albo Ta Idealna Jedna Jedyna, co do której nie mamy najmniejszych wątpliwości.
Moje pytanie zatem brzmi: Co jest w pudełku?
Emacsem przez Sendmail, czy raczej Qmailem na Gmaila | |
Gmail mnie nie lubi. Uwziął się, że maile z mojego IP (jakiekolwiek teraz w Netii bym nie dostał) będzie traktował jako spam, i już z SMTPa mnie odsyła precz. No to, pomyślałem, ja cię załatwię, draniu. Wpisałem sobie w /var/qmail/control/smtproutes:
:smtp.gmail.com
Ale nie, figa, to samo. Na jakiejś przydatnej stronce przeczytałem, że to trzeba w pełni poprawnie, przez TLS, z hasłem i w ogóle. Ale tu niespodzianka – goły qmail, z pakietu netqmail-1.05, nie zna sztuczek ze STARTTLS ani podobnych, ba, nie ma nawet łatki “remote-auth”, pozwalającej mu podawać poświadczenia przy przesyłaniu poczty gdzieś dalej! No ale nic to, walczymy. Instaluję netqmail-1.06, łatam netqmail-1.05-tls-smtpauth-20070417.patch, aby nauczyć qmaila TLSa i SMTP-AUTH (poszło pięknie), łatam qmail-remote-auth.patch, aby qmail-remote umiał logować się jak zwykły MUA… I co? I dupa! Patch był do starszego qmaila, albo na innym poziomie patchowania, cokolwiek. Nie pasuje i już.
Cóż było robić… napisałem własnego patcha. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Oto mój patch.
Oczywiście jeszcze o /var/qmail/control/smtproutes było trzeba zadbać:
:smtp.gmail.com:587 user@gmail.com password
I teraz działa.







