Rowerem wzdłuż Bałtyku 2010 | |
Outdoors
Glina, woda i megaklapki | |
Podobno kto raz złapał bakcyla woodstockowego, ten jest stracony – będzie jeździć co rok, chyba, że (niestety) “wyrośnie” (czyt.: zgrzybieje). Ja jestem jeszcze całkiem dziarskim staruszkiem i nie mam zamiaru przestać jeździć – przynajmniej póki jest tak zajedwabiście, jak dotąd.
Po Woodstocku… ufff. | |
Wróciłem. Przeżyłem. Relacja. Będzie. Później.
Szlakiem automatów nadmorskich – edycja 2 | |
No i się stało – pojechałem znowu, popedałowałem trochę, i wróciłem. Przejechałem, zgodnie z planem, wybrzeże (tym razem) od zachodu – Międzyzdroje – po wschód – Hel. Wszelkie napotkane automaty do gier muzycznych zostały skrupulatnie spisane, wedle założeń wycieczki, i zostaną równolegle na Krokmanię oraz DDR Poland wywieszone, wraz z mapką rozmieszczenia maszyn.
Uwaga: długie, szczegółowe i pełne anegdotek z podróży. Tak, żebym więcej nie zapomniał, komu o czym opowiadałem… ;P
(more…)
Błoto power! | |
Wróciłem z Woodstocku, żywy i cały, choć wymęczony – przeliczenie energii na endorfiny jednak było zdecydowanie korzystne.
Co ciekawego się działo… ba, co się NIE działo.
Skromna przebieżka na Stokłosy | |
Dane wejściowe: Sinus w centrum Warszawy.
Dane pomocnicze: Aili za godzinę kończy zajęcia koło metra Stokłosy.
Co robi świeży pogromca 500-kilometrowej trasy rowerem? Szpanuje kondycją i biegnie sobie truchcikiem przez pół Warszawy. Godzina i 10 kilometrów padło. Ciekawe, jak ja jutro rano wstanę…
Relacja – dzień 7: niedziela, 6.07.08 | |
Pobudki w Pomiocie okazały się dość typowo wczesne – szósta i już jestem na nogach. Zwinąłem Pomiot po raz ostatni, pożegnałem szefostwo pola namiotowego, i ruszyłem w ostatni etap. Cel – Świnoujście, po drodze zahaczając o kilka miejscowości: nieduży Rewal, nieźle zatłoczone Pobierowo, mały Dziwnówek na skrzyżowaniu trasy dziwnowskiej i szczecińskiej, spory i nieludzko zapchany automatami Dziwnów (dwie “Krokmanie”, PIU EXCEED i dwa nowiutkie PIU NX2), aż wreszcie Międzyzdroje, spore, lecz nieurodzajne.
Relacja – dzień 6: sobota, 5.07.08 | |
Wyrwawszy się wreszcie z niezmiennie gościnnych objęć rodzinnych, wdepnąłem na pedałki, by – znów z wiatrem! – poszpulować przez Kołobrzeg do Niechorza, przedostatnim etapem.
Relacja – dzień 5: piątek, 4.07.08 | |
Miałem sobie zrobić dzień odpoczynku, z racji, iż i tak miałem dwa dni zapasu – a tu figa! Jak mnie przemiła kuzynka namówiła na “taką króciutką” wycieczkę rowerową, tak skończyło się nabiciem dodatkowych prawie 40 km na liczniku… Znalezisko w postaci paru automatów w Sarbinowie zrekompensowało straty moralne
Relacja – dzień 4: czwartek, 3.07.08 | |
Opuściłem gościnną Ustkę i ruszyłem w kierunku Darłowa. Tym razem, wyjątkowo, miałem wiatr w plecy!







