Władcy umysłów – The Adjustment Bureau

Jestem narzekaczem i się z tym nie kryję. Gdy coś mi się nie podoba, jestem w stanie na to narzekać wielostronicowo. Gdy zaś coś mi się podoba, to jakoś mam niewiele do powiedzenia.

“Adjustment Bureau” ogląda się jak jakąś historyjkę SF w starym stylu. Wszystko do siebie pasuje, wszystko ładnie gra, wszystkie elementy wspomniane wcześniej zostają zgrabnie wykorzystane później, nie ma pozostawionych nierozwiązanych wątków – ot, po prostu dobrze pomyślane i dobrze zrealizowane. Dlatego też, gdy na napisach końcowych ujrzałem “na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka”, uśmiechnąłem się szeroko, pokiwałem głową i stwierdziłem krótko – “no tak, to wszystko tłumaczy”.

Otóż mamy typowy romans z tłem politycznym – kandydata na senatora, który pewnego dnia poznaje dziewczynę. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia (dosłownie), młody niedoszły senator buja w obłokach, ale nie jest im dane spotkać się ponownie… Bla bla bla. Żeby tak całkiem nudno nie było, na plan wkraczają tajemniczy Panowie w Kapeluszach (skojarzenie z “Men in Black” nie jest zupełnie nietrafne!), którzy – z jakiegoś powodu – nie dopuszczą, by bohater i dziewczyna ponownie się spotkali. W tym celu sięgną nawet po wymazywanie pamięci znajomym bohatera, czy ściganie uciekającego przy pomocy drzwi-do-wszędzie.

Czemu? To dłuższa historia.

No co? Dobrych filmów nie spoiluję.

cloud: accor:

Group1

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: