The Rite – Rytuał

Kinomani dzielą się generalnie na tych, którzy uwielbiają filmy M. Night Shyamalana – wielbiąc jego genialne zwroty akcji lub ich przewrotny brak – oraz na tych, którzy szczerze go nienawidzą – za jego idiotyczne “zwroty akcji” lub ich brak, ubliżający inteligencji widza. Ja wielbię “6 zmysł”, doceniam “Niezniszczalnego” i “Osadę”, zaś za “Znaki” chciałbym zwrot pieniędzy i wielu szarych komórek, które umarły z cichym piskiem, widząc ufoka pokonanego szklanką wody. Ale to dygresja; “Rytuał” to nie film Shyamalana, chociaż “zwrot akcji” będzie dość istotny.

Mamy młodego księdza, który średnio wierzy, bliżej mu do zaufania psychiatrii, niż kropidłu. Zapowiada się ciekawie. Mamy “opętaną” dziewczynę, której zachowanie i działania mogłyby psychiatrę zaskoczyć. Robi się ciekawie. Mamy starego eksperta od egzorcyzmów, przepięknie odegranego przez Anthony’ego Hopkinsa. Czad! Tylko tego nie spieprzyć, bo zapowiada się dobrze… Aj jaj jaj…

Pionki na planszy, kamera, akcja. Młody zgrabnie podważa pomysły egzorcysty, uważając go (miejscami słusznie!) za szarlatana, dającego ludziom to, w co chcą wierzyć, a nie to, co powinni otrzymać. Rozmawiając z “opętaną” nawet zapędza przemawiającego przez nią “demona” w kozi róg, dowodząc, iż jeśli Boga nie ma – przy czym “demon” obstaje uparcie – to nie ma też demonów, bo jedno jest dowodem na istnienie drugiego, poniekąd. “Demon” dębieje, mentalnie biję brawo. Niedoszły kapłan jeszcze ironizuje, iż jeśli demony najlepiej opanowały sztukę udawania, iż nie istnieją, to dość niezręczna sytuacja powstaje, bowiem dowodem na ich istnienie jest ich pozorne nieistnienie. Lapsusik? Ojej! Pięknie.

Tak mija 90% filmu.

Następnie zaczynają dziać się rzeczy tzw. dziwne – no ba, kiedyś musiały. Mamy zwidy, mamy tajemnicze telefony, mamy nieznajomych, opowiadających o rzeczach, o których nie mają prawa mieć pojęcia… Dobrze! Co z tego wyjdzie, co z tego wyjdzie?

Spoiler, jak zwykle. Co wychodzi? Nasz wątpiący młodzik odnajduje wiarę, płynącą z niej siłę i skutecznie egzorcyzmuje demona. Koniec filmu.

Co? A gdzie zwrot akcji jakiś? Gdzie “to wszystko były urojenia”? Gdzie pozostająca, jak po “Blair Witch 2”, niepewność? Nie ma. Demon był prawdziwy. Egzorcyzm zadziałał. Sługa boży triumfuje, Baal (biedny, nadużywany kananejczyk) leży i kwiczy. Aż szkoda, że nie wyskoczył, cały łuskowaty i skrzydlaty i komputerowo animowany, tylko tego brakowało.

Teraz, gdy to piszę, mam wrażenie déjà vu. Horror z demonami, który cały czas waha się pomiędzy interpretacją religijno-fantastyczną a psychologią… gdzie to było… A, no tak. “Polowanie na czarownice”, też nie tak dawny film. Mimo bardzo fajnego potencjału, spieprzony jeszcze bardziej, gdyż tam naprawdę wyskoczył nietoperzowaty demon…

Przypominam wszystkim przyszłym filmowcom, którzy przez przypadek na ten tekst trafią. Jeśli przez cały film sugerujemy, że pewnie będzie “tak”, choć przecież zawsze może okazać się “inaczej”, to pójście po linii najmniejszego oporu i zrobienie wszystkiego dokładnie tak, jak widz się najbardziej spodziewa, jest BARDZO nieostrożnym zagraniem. Trzeba BARDZO dobrze wiedzieć, co się robi, jeśli ma się zamiar zrobić shyamalanopodobny “brak zwrotu akcji”. Autorzy “Rytuału”, niestety, nie wiedzieli. Na dobry horror, inteligentnie podchodzący do egzorcyzmów – czyli nie “aaarrggh gore szatan wszystkich zjada” i nie “wypędzam cię w imieniu Jezusa Chrystusa, żyli długo i szczęśliwie” – przyjdzie mi chyba nadal poczekać.

cloud: accor:

Group1

2 Replies to “The Rite – Rytuał”

  1. Ale wiesz, większość filmów o egzorcyzmach ma formułę “omg omg jakie straszne rzeczy ten demon wyczynia, musimy modlić się mocniej! omg demon pokonał jednego księdza, musimy ściągnąć lepszego, żeby modlił się jeszcze mocniej!” – a nie stawia przewrotnych pytań “a czy to na pewno opętanie?” tak na poważnie. Zwykle “wątpiciele” są dodawani tylko jako naiwne przeszkadzajki, bo przecież “wiadomo”, że musi religia zwyciężyć, skoro film jest o egzorcyzmach.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: