Seks przez USB, czyli o Avatarze słów parę.

Nie o każdym nowym filmie szumi pół Sieci, zatem poczułem się zobowiązany też coś-niecoś skrobnąć o Avatarze, najnowszym dziele Jamesa Camerona. (To tak w kwestii polinkowania gdzie należy.)

Scenariuszowo od dawna spoilerami zostałem zasypany, zatem wiedziałem, czego na pewno nie oczekiwać: oryginalności. No i się nie zawiodłem – Avatar to kropka w kropkę Pocahontas (przedstawiciel ‘białych’ podrywa córkę wodza tubylców, ta uczy go swoich zwyczajów, tymczasem osadnicy planują siłą wysiudać tubylców) plus Tańczący z Wilkami (obcy przyjęty do wioski dzikusów walczy po ich stronie przeciwko swoim). Jednakże ten znany zestaw archetypów podany jest w bardzo zgrabnej i doskonale dopracowanej formie – wręcz książkowo poprawnej: w zasadzie każdy rozpoczęty wątek zostaje zakończony, każda sugestia zrealizowana, każdy wyraźnie zaakcentowany drobiazg wykorzystany później.

Graficznie – co tu dużo mówić, to trzeba zobaczyć, i to w 3-D, a nie z jakiegoś pirata. Fantastyczna planeta jest przepiękna, kolorowa, wręcz baśniowa, rzadko po wyjściu z kina na widok naszego szaromiejskiego krajobrazu mam tak mocny odruch zawrócić, jak tym razem. Tu jednak rodzi się mały dylemat – w Dolby Digital 3D film ma u nas (ponoć) dobrze nałożone napisy, za to obraz trójwymiarowy trochę “skacze” przy obrotach kamery – 25 klatek na sekundę to jednak mało. W IMAXie z kolei klatek na sekundę jest 40 i to robi sporą różnicę, obraz jest wyraźnie płynniejszy – co z tego jednak, skoro napisy nałożono “płasko” i widnieją, oglądane przez okularki polaryzacyjne, gdzieś w głębi obrazu, zamiast na pierwszym planie. Fail, IMAX, fail.

No, to (poza sprawą IMAXa) peanów napiałem, a teraz ponarzekać czas, żeby tytułu dyżurnego tetryka nie stracić. Otóż:

  • Seks przez USB. Na pierwszym miejscu, a co się będę krępował. Wszelkie formy kontaktu między Na’vi a okolicznymi stworzeniami dokonywane są za pomocą USB-warkocza, ale podczas rytuałów godowych nikt o tym nie wspomina? No jakże to tak? We wcześniejszej wersji scenariusza ponoć była taka scena, ale została wycięta, by nie zawyżyć ratingu wiekowego. Tak, tak, przeplatające się świetliste włoski to porno, przed którym trzeba 13-latków chronić. Mmm-hm. Chociaż, jakby tak się chwilę zastanowić, to w naszym biosystemie plemniki służą jako transportery kodu genetycznego i aktywatory procesu podziału komórki jajowej – gdyby samica jakiegoś naszego gatunku dostała skądś “ściągę”, jaki kod genetyczny w hodowanej w jajniku komórce wytworzyć (pomijając mejozę), oraz instrukcję rozpoczęcia mitozy, może mogłaby wydać na świat potomstwo bez kontaktu genitalnego. A zatem – może u Na’vi połączenie systemów nerwowych zastępuje kopulację? Kto ich tam wie…
  • Pani Doktor Ripley zbackupowana. No dobrze, miało ją przenieść w nowe ciało, wykorkowała wcześniej, utkwiła w Drzewie. Jeśli to miało mieć jakieś jeszcze znaczenie, poza symbolicznym utorowaniem drogi dla przekopiowania naszego bohatera w jego nowe ciało w ostatniej scenie, to bardzo przydałby się jakiś dowód obecności pani doktor w planetarnej świadomości – coś w zachowaniu przysłanych w finale zwierzątek, jakiś myk biologiczno-naukowy dla przechylenia szali w bitwie, cokolwiek, co uczyniłoby jej teoretyczną “nieśmiertelność” realną.
  • Ogony. Nasze ziemskie ogoniaste małpki zawsze mają trochę pochyloną sylwetkę, nawet stojąc na tylnych łapach, gdyż masywny ogon daje pewną przeciwwagę. Na’vi zaś stoją prościutko. Nie używają też ogonów do czegokolwiek poza podstawianiem ich do przydeptania – no kurczę, zwinna rasa wojowników i nie robi użytku z piątej kończyny, ani tym nie smagnie, ani nie chwyci jak Indy Jones biczem, ani nic? No to do dupy takie ogony, za przeproszeniem…
  • Unobtanium! To mnie rozłożyło totalnie. Jeśli ktoś nie wie, to “unobtanium” lub “unobtainium” jest slangową nazwą na jakikolwiek minerał czy pierwiastek czy inną substancję, która w świetle obecnej (lub rozpatrywanej) fizyki jest niemożliwa do uzyskania, i/lub  cholernie trudna do zdobycia. Slangową! Czyli każdy kryptonit czy diunejska przyprawa może okazać się ‘unobtainium’, gdy zostanie użyta w konkretnym kontekście potrzeby-ale-nieosiągalności. A tu mamy po prostu oficjalnie złoża unobtanium. To tak jakby bohater filmu (na całkiem poważnie) nazywał się Prot Agonista.

No, dość czepialstwa. Film świetny, obejrzeć na pewno trzeba, wykosztować się na jakieś 3-D i nie wybrzydzać na banalność scenariusza. Ot i wsio.

cloud: accor:

Group1

2 Replies to “Seks przez USB, czyli o Avatarze słów parę.”

  1. Po wyjściu z kina (na szczęście 3D w Cinema City) byłam, po pierwsze zachwycona pokazanym obrazem tej przepięknej krainy, tych wszystkich latających smoków i przedziwnych roślin, nie mówiąc o wspaniale zrobionych gigantycznych smerfach (wspaniałych wizualnie – te wciąż majtające się, jak zauważyłeś, niepotrzebne ogony służące tylko do kopulacji…). Po drugie czułam pewien niedosyt spowodowany zupełnym wyłączeniem w swoim własnym mózgu części odpowiedzialnych za myślenie. Banalność scenariusza sprawiała, że czułam się trochę dziwnie. Podczas seansu fajna baśń, po wyjściu z kina żadnych emocji. Nie oczekiwałam od tego filmu ciekawie zarysowanej fabuły, żadnych większych refleksji, tajemnicy itp. rzeczy. Oczekiwałam świetnych zdjęć, multimedialnego show, pięknej baśni. I dostałam to. Ale ani obraz wykreowany na ekranie, ani historia, nawet cudowne niebieskie avatary nie były aż tak super żebym zapomniała o beznadziejnej fabule. Cameron wyłożył wszystko na tacy, nawet wątki, które można było poprowadzić ciekawiej, bardziej tajemniczo, słowem coś co by widza wciągnęło, przedstawił łopatologicznie i przewidywalnie. Po baśni oczekuję również jakichś emocji, wzruszeń, przejęcia się losami głównych bohaterów. A tu najzwyczajniej w świecie wisiało mi co będzie z Weaver i innymi bohaterami.
    Znacznie większe wrażenie zrobił na mnie Parnassus, po nim chodziłam jak obłąkana cały dzień 🙂 A największym plusem dla mnie z okazji wejścia do kin Avatara było zainteresowanie się bliżej technikami kręcenia filmów, a konkretnie czym się różni i czemu jest lepsza technika analogowa od cyfrowej 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: