Prince of Persia 2008

Jaką postać widzisz, słysząc tytuł “Prince of Persia”? Facecika w białych gaciach i z gołą klatą, machającego sejmitarem i biegającego po ścianach? A może jednak ubranego w jednolitą biel blondyna (jakkolwiek nie brakowałoby temu sensu) składającego się z naprawdę niewielkiej ilości pikseli?

No właśnie. Lata mijają, kolejne Prinsy wychodzą, był “Prince of Persia”, był “P.o.P. 2: The Shadow and the Flame”, był “P.o.P. 3D”, potem “P.o.P.: The Sands of Time”, potem niesławny “P.o.P.: The Warrior Within”, potem “P.o.P.: The Two Thrones” – no dobrze, podtytuły lubimy. Za to teraz – mamy grę… “Prince of Persia”. W której bohaterem jest nie żaden książę, tylko drobny złodziejaszek. No to o co kaman?

Doskonałe pytanie, że tak się sam pochwalę. “Prince of Persia 2008”, jak go roboczo nazwali fani serii, to gra… dziwna. Po kolei:

Książę zawsze był kojarzony z dużą ilością biegania i skakania, SoT dodało drobne bieganie po ścianach, no więc dobrze, mamy i tu bieganie po ścianach, ale jest ono mechaniczne i polega w większości przypadków na wciskaniu odpowiednich klawiszy w luźno odpowiednim momencie, by “autopilot” sam zgrabnie naprowadził postać na tor chwytający tę kolumnę czy trafiający w tę wąską półkę. Poza tym o ile jeszcze zrozumiałe (z naciągnięciem skuteczności tegoż manewru, ale powiedzmy) było okazjonalne bieganie po ścianach w SoT, to w PoP2008 biegamy w zasadzie wyłącznie po ścianach, sufitach (co już zupełnie nie ma grama sensu), a i czasem latamy. Podłoga służy w zasadzie tylko jako savepointy. Wprawdzie wszystko to animowane bardzo płynną i bardzo bogatą w efekty grafiką, ale… Ale.

Persja – no jakiś bliski wschód na pewno, ale świat ze zrozumiałych murów miasta i pustyni zmienia się niepostrzeżenie w tajemnicze świątynie i gigantyczne, zrujnowane pałace zupełnie bez wyjaśnienia: jesteśmy w innym wymiarze, w magicznej krainie, czy gdzie? Widoki z najwyższych wież, na które się osobiście wspięliśmy, są wprawdzie oszałamiające, nierzadko mocno pachnąc obrazami Salvadore’a Dali, ale… Ale.

Bohaterka z fryzurką a’la lata 90, biegająca sobie wokół nas w spodenkach – że to ma być niby obowiązkowa dla Księcia Księżniczka? Toż Orientu nie widziała nawet z daleka. Niby miła dziewczyna, ale… Ale.

Sam scenariusz zaś – oryginalny PoP miał prościutki, lecz na swoje czasy satysfakcjonujący motyw upływu czasu, ilustrowany znów prościutkimi, lecz klimatycznymi scenkami “filmowymi”; PoP2 podobnie, choć z większą różnorodnością przemierzanych krain; PoP3D miał ciekawszy przebieg, ale nadal klasycznie “wyrwać się z opresji i dorwać wielkiego złego”; PoP:SoT, pod dyktando mistrza Mechnera, zarządził piękną, baśniową opowieścią; WW i TTT, odpowiednio, o mało nie spieprzyły i ratowały co mogły z tejże opowieści. PoP2008 zaś… nie wiem, co robi. Kreśli wątek uwalniania wielkiego zła, przez całą grę nie dba o jakikolwiek rozwój bohaterów, choć ci gadają między sobą naprawdę dużo, jednak na próżno. Do samego końca nie wiadomo, o co komu tak naprawdę chodzi, bo sam finał stawia wszystko na głowie i tworzy więcej WTFów niż satysfakcjonujących zamknięć wątków.

Sama mechanika gry ma parę ciekawych pomysłów – choćby nieśmiertelność gracza. Za każdym razem, jak spadniemy z wysoka czy ktoś nas utłucze, pomocna Elika postawi nas na nogi, co najwyżej przeciwnik w tym czasie zregeneruje trochę energii. Wygodne, lecz czasem aż za wygodne, co twórcy gry starali się zbalansować ustawiając długaśne sekwencje bez stałego gruntu pod nogami. Minuta biegu bez prawa pomyłki, albo reset na początek? Oj, nieładnie.

Kolejna ciekawostka, drobiażdżek, acz istotny, to pewien element walk: przeciwnicy plują czarnym szlamem, oślepiając… gracza. Nie, nie postać! Gracza! Na środku ekranu, niczym na obiektywie kamery, zalega wielka, czarna plama. Czwarta ściana poszła na spacer…

Sumarycznie więc gra jest śliczna i klimatyczna i nawet grywalna i w ogóle, tylko… co to ma wspólnego z Prince of Persia? I dlaczego tak fajny koncept, jak zaczerpnięcie z autentycznej babilońskiej mitologii, został tak dziwacznie zrealizowany? Może jestem wybredny, ale na moje oko ostateczny niespójy efekt kompletnie rozjechał się z wstępnymi przepięknymi konceptami. A szkoda.

CategoriesKrytycznieTags

gry


1. Magic Pen
2. => Prince of Persia 2008
3. Mirror's Edge
4. Crysis
5. Grid
6. Anal [Puncture] czyli WoW w dupie
7. Wieśmin etap 4 za nami!
8. SPORE rozczarowanie
9. Kinematografia analna
10. Eye of the beholder, or where the camera resides
11. Relacja - dzień 3: środa, 2.07.08
< >
cloud: accor:

Group1

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: