Już dwa FC na expercie!

To może kuriozalne, ale dotychczas tylko jedną piosenkę z karierowych wyzłociłem na expercie – “Slow Ride”, czym raczej niezbyt jest się jak chwalić. Nawet śmiesznych “Hit Me With Your Best Shot” czy “Story Of My Life” mi się nie chciało ćwiczyć do tego stopnia.

A tu dziś, niespodzianka:

The Metal FC

(Edit: doszedł jeszcze “Talk Dirty To Me”. To już 3!)

Błoto power!

Objazdy to zło, rzekłem sobie dziś. Mam dojechać z Gocławka na Targówek Przemysłowy, to przecież nie będę 8 km zasuwał Grochowską i Solidarności, jak mogę przeskoczyć przez tory w kierunku północnym i jechać w sumie 5 km. Trasa “tam” przebiegła pomyślnie, zatem “z powrotem” jechałem sobie spokojnie dalej ulicą Zabraniecką na wschód, kombinując, jak i gdzie by tu z powrotem na Olszynkę zjechać. Wszak wracać tą samą trasą, którą się jechało gdzieś, to zbrodnia w żywe oczy – nawet, jeżeli dołożyły się trochę drogi (w tym przypadku: kilometr). Znienacka jednak ładna asfaltowana ulica Zabraniecka raczyła się skończyć, zmieniając w wyłożoną czołgowymi płytami ulicę Gwarków – ale płyty to jeszcze nic, jak się wkrótce okazało, wytrzęsą trochę tyłek i tyle. Następnie jednak ulica Strażacka, poza byciem udekorowaną malowniczymi stertami śmieci, wywalonymi na jej pobocze, okazała się być pokryta… błotem. I to nie byle jakim błotem – takim porządnym, staromodnym, gliniastym, lepkim, śliskim błotem pierwotnym, z którego spontanicznie lęgną się golemy błotne, jeśli nie wręcz żywiołaki błota! Jakoś przetrwałem – mało nawykłe do takiego lekceważącego traktowania buty trochę się na mnie obraziły, ale wypucować się pozwoliły, zaś rower nawet się bardzo nie oblepił…

Jak mi dziś na pytanie “co to?” ktoś odpowie “błoto!”, to pokręcę mądrze głową, pogrożę palcem i odrzeknę tonem pijanego mistrza – “o, młodziku, błota toś nie widział”.

(Mapka dzięki zacnemu pluginowi xml-google-maps)

Kod dla laika czy kod dla programisty?

Zupełnie nie rozumiem, jakie idee przyświecały projektantom WordPressa, gdy tworzyli jego strukturę szablonów do wyświetlania treści. Nie mam im za złe faktu, iż nie posłużyli się tu i ówdzie już przyjętym Smartym – zastąpienie go najzwyklej w świecie załączanymi plikami .php wydaje się być ukłonem w stronę bardziej zaawansowanych artystów szablonistów, tym bardziej, że przecież Smarty właśnie do .php się ostatecznie kompiluje.

Zastanawia mnie, mianowicie, do kogo jest adresowany zestaw funkcji, prezentowany przez silnik WordPressa autorom szablonów. Z jednej strony stara się bowiem być możliwie wygodny i prosty – wpisy i strony wyświetlane są za pomocą gotowych funkcji, odpowiednio je formatujących… a z drugiej strony próżno szukać wygodnie wystawionych na wierzch obiektów, z których możnaby wydobyć bardziej niskopoziomowe informacje.

Z trzeciej zaś strony udało mi się błyskawicznie popsuć domyślny szablon… poprzez użycie zmiennej $m. Taką zmienną bowiem, jako globalną, wykorzystuje widget kalendarza jako bieżący przeglądany w archiwum numer miesiąca. Nie, żadnej pomyłki tu nie ma: standardowy kalendarz naprawdę wykorzystuje jednoliterową zmienną globalną! Zmiennych globalnych o krótkich nazwach zresztą w ogóle w kodzie WordPressa nie brakuje.

Gdzież, u licha, stare dobre   foreach (($engine->posts()) as $post) do echo $post->title;  … albo cokolwiek w tym stylu…

Na razie bitwę wygrałem i nawet małego plugina dodałem – dwa ekrany kodu tylko po to, żeby WP łaskawie użył szablonu z pliku “category-cośtam.php” i to cośtam było dodatkową daną pamiętaną dla kategorii. Takie chwytanie się prawą ręką za lewe ucho, gdyż WP pozwala na szablony per kategoria tylko adresowane numerycznie do poszczególnych kategorii – “category-5.php” dla kategorii o id=5, itd.

Wojna trwa.

Nowy layout!

Cztery dni dłubania i ślęczenia nad powolnie się renderującymi obrazkami – ale efekt chyba jest przyjemny dla oka. Steampunk, powiedzmy.

Chwilowo mam dość dłubania w grafice… na jakiś czas…

Tak, wiem, że jeszcze nie wszystko działa poprawnie i czasem wyskakuje skądś stary błękitno-biały layout. Wkrótce przestanie.

Sinus poszedł na łatwiznę.

Zamiast szlifować swój własny engine “personalnych publikacji”, postawił sobie najzwyklejszego wordpressa. Chyba tylko po to, żeby zarazem docenić swoje dotychczasowe wytwory i powytykać wordpressowi niedociągnięcia, a zarazem zwątpić na widok ilości rzeczy jednak w wordpressie zrobionych… Anyway, można czytać.