Mirror’s Edge

Na krawędzi, na skraju, w półcieniu – Faith Connors jest właśnie tam, gdzie wzrok zwykle nie sięga, bo i po co. W locie, w pędzie, między ścianą a dachem, byle dalej od pościgu. Przesyłka przecież musi dotrzeć do odbiorcy, gdy zwykła poczta jest kontrolowana.

Mirror’s Edge to flagowa gra typu “stwórzmy pomysłowy engine, a potem doróbmy do niego grę” – i choć to ryzykowny mechanizm, to na szczęście wypaliło całkiem nieźle. Biegamy bardzo swobodnie, po podłogach i ścianach, skaczemy po czym popadnie, nabierając prędkości lub wytracając ją. Wszystko to w jednak dobrze się sprawdzającej perspektywie pierwszoosobowej, w której widzimy różne części ciała bohaterki podczas jej karkołomnych wyczynów – oraz w drobnych akcjach przerywnikowych, takich jak osłanianie twarzy rękami czy obejmowanie innych postaci, co dodaje smaku tej konwencji.

Scenariusz jest sumarycznie bardzo prościutki i niemalże dziecinny, ale podany w sympatycznej oprawie utrzymuje sprawnie poziom nastoletniego kryminału w stylu  “Real Adventures of Jonny Quest“. Szczególnie, iż przerywniki między poziomami zaprezentowane są jako klasycznie wykonane, krótkie filmy animowane. Niestety, oznacza to zupełną liniowość głównego wątku, nawet, jeśli ma się pewną swobodę w wyborze ścieżek, którymi przemierzamy kolejne etapy. Trochę jednak zabrakło mi jakiegoś spokojnego wstępu w pracę Faith jako kurierki, czyli paru zleceń “normalnych”, dopiero po których kolejne zawiązałoby główną intrygę. Nie pogardziłbym do tego celu jakimś naprawdę swobodnym pobieganiem po mieście – “dotrzyj pod wskazany adres, a jak to zrobisz, którymi ulicami, to już twoja sprawa, byle na czas” nadałoby grze zupełnie innego klimatu.

Ciekawe spostrzeżenie poczynić można przeglądając odblokowywane w trakcie gry szkice koncepcyjne – otóż Faith na początku miała mieć cały czas własny pistolet. Zamiast tego jednak wyposażono ją w zdolności walki wręcz, z naciskiem na rozbrajanie przeciwników – każdego inaczej! – aby, jak na dobrą obywatelkę przystało, pozostawiła po sobie zdezorientowanych lub co najwyżej posiniaczonych stróżów prawa, a nie szlak trupów. Oczywiście zabrawszy komuś broń można jej użyć, ale… jakoś tak to nie pasuje. Poza tym z gnatem źle się biega.

Grywalność jednak jest bardzo wysoka, bieganie po czym popadnie naprawdę “wchodzi w krew” – mimo, iż gra sprowadza się do przebycia przewidzianych z góry tras, tylko w obrębie których ma się pewną swobodę. Zamiast tego dostajemy jednak “time trial”: zestaw tras ćwiczebnych, na których możemy starać się pobijać rekordowe czasy przebiegu. Teraz się dopiero okaże, jak szybko da się poszczególne odcinki przebiec, po dotąd pozornie bezużytecznych gzymsach i deskach… Czas przewidywany 2:00, czas rekordowy 1:00, a na youtube można znaleźć czas 0:20? Czemu nie, niektóre poziomy pozwalają na naprawdę genialne rozwiązania.

Grafika… Tu można się spierać, czy miasto złożone często z jednolitych białych płaszczyzn to nie “łatwizna” dla engine’u, ale na geometrii nie zaoszczędzono: kratki ściekowe, wentylatory, klimatyzatory, kominy – wszystko jest przyjemnie dokładne, choć w pędzie rzadko mamy okazję coś popodziwiać dłużej. Natomiast gdy włączy się obsługę PhysX (na nowszych kartach nVidii), gra po prostu dostaje drugiej pary skrzydeł: pojawiają się dyndające transparenty czy proporczyki, do podziurawienia przez strzelających w nas przeciwników, szkło pęka sypiąc setkami odbijających się po podłodze odłamków, zerwane seriami kul zasłony miękko opadają na ziemię… Miód, po prostu miód, nawet, jeśli umyślnie trochę ascetyczny w oprawie.

Wersja polska zasługuje, niestety, na pewną reprymendę: głosy postaci, choć nie tak drewniane, jak możnaby się obawiać, są nagrane po prostu za cicho, i ustawienia głośności w grze nic na to nie poradzą. Poza tym często trochę, a często mocno rozbiegają się z… napisami. Na plus zaliczyć trzeba jednak tłumaczenie, gdzieniegdzie ożywczo naturalne – emerytowany wrestler a obecnie gangster używa gdzieniegdzie płynnego slangu, a odsłuchiwalne w biurze agencji ochrony nagranie na sekretarce jest po prostu przemiłe.

Tak czy owak, wrażenie gra pozostawia zdecydowanie pozytywne i nie jest “jednostrzałówką”. Jeszcze będę biegać, oj, jeszcze niejedna trasa do opanowania! Do zobaczenia na dachu.

CategoriesKrytycznieTags

gry


1. Magic Pen
2. Prince of Persia 2008
3. => Mirror's Edge
4. Crysis
5. Grid
6. Anal [Puncture] czyli WoW w dupie
7. Wieśmin etap 4 za nami!
8. SPORE rozczarowanie
9. Kinematografia analna
10. Eye of the beholder, or where the camera resides
11. Relacja - dzień 3: środa, 2.07.08
< >
cloud: accor:

Group1

One Reply to “Mirror’s Edge”

  1. Ciężko się zastanawiałem, czy nie kupić tej gierki. Po tym tekście zastanawiam się jeszcze ciężej 😉 (trochę nie mam czasu grać)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: