Kto jest chory a kto przestępca, czyli Orwell kontratakuje

Rzadko u mnie bywa na poważnie, ale tym razem będzie, bo wziełem i nie zdzierżyłem, kolokwialnie mówiąc. Będzie o pedofilii i innych zboczeniach, tak na wszelki wypadek ostrzegam, jakby kogoś temat mierził.

Że mamy ogólnoświatową nagonkę na pedofilię wiemy nie od dziś. Choć seksualne wykorzystywanie osób do tego zupełnie niegotowych i nieświadomych potencjalnych konsekwencji jest w oczywisty sposób niedopuszczalne, to w ślepym zapędzie wyplenienia tego “plugastwa” nierzadko władze i policje szpulują głową naprzód z uporem kamikaze, reagując jak pies Pawłowa na słowo kluczowe, a nie chłodno oceniając zjawisko. Chcesz kogoś pogrążyć – oskarż o pedofilię, a już się nie wywinie, choćby był czysty jak łza, bo każdy ławnik na słowo “pedofil” ma już gotowy palec nad przyciskiem “winien, weźcie mi go z oczu”. Tym tematem wymiar sprawiedliwości się autentycznie brzydzi, w fanatyczny wręcz sposób. Nasuwa się skojarzenie z innymi słówkami kluczowymi, gwarantującymi udupienie oskarżonego – niedawno był to “faszysta”, w USA “komunista”, a głębiej sięgając – “heretyk” czy “czarownica”…

Fanatyzacja zaś prowadzi do radosnych absurdów, w imię których w USA już trzeba bardzo uważać, by w kadr plażowych zdjęć nie wparadował czyjś goły berbeć, bo kryminał gotowy. Ba, jeszcze spróbujmy takie zdjęcie nowożytnym zwyczajem umieścić gdzieś na Sieci, to jeszcze podpadniemy pod publikację materiałów pornograficznych. Zaiste, rubensowskie amorki to przerażające bezeceństwo i należy wrócić do średniowiecznego zwyczaju utrącania antycznym rzeźbom przyrodzenia.

Jedźmy jednak dalej: para 16- i 17-latków baraszkowała sobie w najlepsze (to jeszcze w USA legalne, gdyż oboje są w grupie poniżej 18 roku życia). Niestety robili sobie przy tym cyfrowe fotki i przesyłali nawzajem na maile – a dla sądu to jawna produkcja materiałów pornograficznych z udziałem nieletnich! Strach pomyśleć, jeśli na podobny pomysł wpadnie np. rodzina naturystów z gromadką dzieci. Będzie pornografia i gotowy kryminał dla dzieci i ich rodziców. No fajnie po prostu.

Jedziemy jeszcze dalej! 15-latka zrobiła sama sobie parę nagich zdjęć i posłała chłopakowi. Dziś siedzi za rozpowszechnianie pedofilskiej pornografii. Uroczo.

Z innej beczki – artystyczne zdjęcie nagiej 6-latki zostaje uznane za niesmaczne przez australijskie władze. Hmm. Ja patrząc na gustownie wykonane zdjęcie nagiego dziecka mam jedną myśl: “o, ładna fotka, ładne dziecko, może na ładną kobietę wyrośnie”. Jeżeli władzom nagie dziecko kojarzy się z jakąś erotyką i jest to niesmaczny atak na jego niewinność… to kto tu jest zboczony, panie doktorze..?

Popatrzmy na to wszystko jednak jeszcze innej strony. Na pedofilów, tych fotograficznych i tych w sutannach i tych w krzakach za przedszkolem, jest oficjalna nagonka. Wsadza się rodziców za zdjęcia na plaży, nastolatków za zdjęcia własne, pewnie wkrótce będzie się wsadzać lekarzy za rozbieranie pacjentów lub dekoratorów za umieszczanie luster w łazienkach (przecież dziecko może zobaczyć nagie dziecko!). Ba, wystarczy wleźć na dowolną sieć wymiany plików, by zobaczyć ciekawe zjawisko: zwykłe wycinki z filmów pornograficznych, z pełnoletnimi aktorami i aktorkami, zyskują o wiele większą popularność wśród ściągaczy, jeśli zostaną po prostu przemianowane na cokolwiek nielegalnego, a szczególnie trącącego zoofilią, pedofilią, czy jakąś inną zakazaną -filią, czasem zupełnie wbrew oryginalnej treści. O czym to świadczy? Że mamy eksplozję pedofilii? Poniekąd, niestety, tak – ale kto jest temu winny? Zakazany owoc od zawsze smakował najlepiej. Im bardziej media i władze biegają w kółko, krzycząc o koszmarze pedofilii i zaostrzając przepisy, tym bardziej ten temat staje się chwytny i popularny. Im więcej kotków goniących… tym więcej myszek.

Gdy zatem ktoś zada pytanie “skąd się tego paskudztwa tyle wzięło?” – ja mam gotową odpowiedź: zrobiło się popularne medialnie, to i narosło. Stało się modne, stało się chwytliwe. Chcesz dostać popisowy proces i zyskać światową sławę, bo na co dzień jesteś nikim – zgwałć parę dzieci, nawet jeśli cię to nie kręci. Pierwsze strony gazet murowane.

Rozpisałem się strasznie, a tu jeszcze wnioski się sypią i sypią..! Przechodzimy do części drugiej.

Najpierw konieczny będzie jednak wstęp teoretyczny.

Każda parafilia jest zjawiskiem polegającym na odczuwaniu podniecenia seksualnego jakimś bodźcem. Pedofilia to zjawisko ekscytowania się dziećmi. Pedofil to ktoś, kogo podnieca niewykształcone ciało małej dziewczynki czy chłopca. To jeszcze nie jest przestępstwo. Pedofil to nie to samo co molestator dzieci, zoofil wcale niekoniecznie dręczy zwierzaki domowe, a nekrofil to jeszcze nie weteran bezczeszczenia zwłok. Pedofil czy zoofil czy nekrofil to człowiek – wedle naszej definicji – chory, którego należy (być może, jakoś) leczyć ze skłonności niedopuszczalnej do realizacji, zanim (być może) spróbuje swoje dążenia wprowadzić w czyn – ale dopóki nie dojdzie bezpośrednio do czyjejś krzywdy (dziecka, zwierzęcia, czci zmarłego, lub pośrednio poprzez produkcję jakiejś pornografii) dopóty nie popełnia przestępstwa. Jest w grupie potencjalnego ryzyka, można go pilnować i wysyłać na jakieś terapie (być może przymusowe), ale nie można go skazać jak kogoś, kto już jakiś czyn popełnił.

Konkretnie: dziennikarz dokonuje prowokacji na czacie sieciowym, podczas której udaje 14-latkę i już po 20 minutach jakiś “kocham_młode_” proponuje “14-latce” seks. Zaalarmowana policja lamentuje, że niestety na delikwenta nie ma paragrafu, bo przepis penalizujący “namawianie nieletnich do czynności seksualnych”, czy jakoś tak, jest dopiero w przygotowaniu. Fakt, że amator nieletnich podesłał swojej niedoszłej ofierze jakieś zdjęcia, wyglądające na dziecięcą pornografię, zdecydowanie klasyfikuje go jako potencjalnie niebezpiecznego. Kto wie, może udało się zapobiec tragedii.

Ja jednak tu, w ramach mojego ulubionego kija w mrowisko, zapytam: czy czatownik na pewno był przekonany, że to autentyczna 14-latka? A może myślał, że umawia się z udającą 14-latkę 17-latką, co już mu wedle prawa wolno, bo chce “przeżyć” swoje fantazje, pobawić się z “małolatą”, jednak nie ruszając faktycznie nieletnich? Może przyjmuje, że druga strona “ściemnia” z wiekiem, dla podbicia popularności, i to ta ściema go kręci (patrz poprzedni artykuł)? Przecież nie od dziś wiadomo, że na Sieci wszyscy kłamią: fałszują wiek, podsyłają zdjęcia modelek, piszą fałszywe życiorysy, kombinują i konfabulują, bo mogą. Czy można karać kogoś za fantazje, “realizowane” za zgodą wszystkich uczestników? Tylu amatorów nietypowych scenariuszy każe się partnerkom przebierać a to za pielęgniarki, a to sami chcą wystąpić w stroju stereotypowego pornolowego hydraulika – to czemu nie ma pełnoletnia partnerka udawać nieletniej? Skoro jest to legalne w istniejących produkcjach pornograficznych (a 20-latki poprzebierane w mundurki szkolne to, przepraszam, co ma być, jak nie na siłę odmładzanie?)… Idąc tą drogą zaraz zaczniemy zamykać uczestników zabaw BDSM, bo to jawna napaść seksualna i jeszcze obezwładnienie (na nic będą tłumaczenia, że sam chciał zakucia w kajdanki), a może i dzieci bawiące się plastikowym pistoletem za “próbę napadu z bronią” (i na nic zdadzą się wyjaśnienia “ofiary”, że doskonale wie, że pistolet jest zapalniczką).

Pedofilem przecież wolno być, tak jak nekrofilem, zoofilem, pseudokryptokazihomoufokoprofilem nawet (to byłby chyba taki, kto udaje, że nie podniecają go fekalia spokrewnionych z nim przybyszów z obcych planet będących tej samej płci co on). Czyjeś podniety mogą być nierzadko mocno niesmaczne czy wręcz obrzydliwe czy odrażające – ale nikt nie jest winny temu, co mu wyobraźnia podpowiada i na widok czego mu staje. Taki ktoś może iść się leczyć, jeżeli mu jego fantazje przeszkadzają w życiu, albo może sobie fantazjować, póki nikomu krzywdy nie robi. Czy doczekamy się jakiejś oficjalnie akceptowanej listy fantazji, które wolno “realizować” (czyli odgrywać na niby), a których nie wolno? Gdyby za rozmaite fantazje wsadzano do ciupy, mielibyśmy bardzo nieduże enklawy niewinnych, a większość planety pokrywałoby wielkie więzienie.

Owszem, takim przypadkom czatowych podrywów należy się uważnie przyglądać. Pilnować pociechy, by nie rozmawiały na zbyt osobiste tematy i (brońcie bogowie!) nie umawiały się z nikim poznanym przez Sieć, bo ta kłamie, tak z zasady. Owszem, gdyby już namawianie stało się przestępstwem, to pewnie niejeden autentyczny molestator przyjąłby taką linię obrony: “sądziłem, że ona tylko udaje młodą”, tak jak dziś nierzadko słyszymy “myślałem, że jest pełnoletnia, nawet pokazała mi dowód” (ale z daleka i należał do podobnej koleżanki). Owszem, ludzi o znanych tendencjach grożących wprowadzeniem w karalny czyn może należy w jakiś sposób pilnować, gdy potencjalnie sami się nie upilnują. Czy jednak prewencyjne działania penalizacyjne “za tendencje” nie są już lekką przesadą?

Chyba spełnia się stara klątwa “obyś żył w ciekawych czasach”…

CategoriesPublicystycznieTags

prawo


1. => Kto jest chory a kto przestępca, czyli Orwell kontratakuje
<>,

sex


1. Graphical heterosexuality in retreat
2. => Kto jest chory a kto przestępca, czyli Orwell kontratakuje
<>
cloud: accor:

Group1

One Reply to “Kto jest chory a kto przestępca, czyli Orwell kontratakuje”

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: