Hellboy 2 czyli kawior z coca-colą

Guillermo Del Toro dodatkowego zachwalania nie potrzebuje – spec od mistycznego, pół-baśniowego pół-wściekle-realistycznego klimatu.

Hellboy, jak ktoś czytał komiksy, to wie, a jak nie wie, to niech choć Wikipedię poczyta – historyjka brudna, ciężka, z grubej rury, noiryzujący bohater o ciężkich łapskach robi porządek z paranormalną hołotą.

Jak to pożenić..? Cóż, jakoś się udało, ale wrażenie po filmie mam tytułowe: jedno dobre, drugie dobre, tylko jakoś to połączenie mi nie pasuje. Wszystko, co było rdzennie hellboyowe – początkowe wnętrza Biura, mieszkanie Czerwonego, grypsy bohaterów – były klimatyczne, spójne, rubasznie sympatyczne. Natomiast gdy na ekran weszły zastępy animowanych stworów, elfy, trolle, mechanizmy steampunkowe, legendarne artefakty, misterne złote cacka… poczułem się, jakbym w międzyczasie przesiadł się do sali z lecącym “Stardustem”. To nie był ten sam film, nie ten sam klimat. No i w tę całą zgrabną mistyczno-finezyjną baśniowość wkroczył Czerwony i wszystko rozpier**lił, tak w skrócie.

Wolę jednak, gdy pan Del Toro trzyma się swojego baśniowego stylu, a nie próbuje na siłę ubaśniawiać czegoś, co oryginalnie z baśniowości tylko luźno zaczerpywało małą łyżeczką i było zestawem historyjek w stylu “Hellboy vs Dowolny-Paranormalny-Potwór-Tygodnia” (oczywiście mocno upraszczając, zanim mnie jakiś fan diabełka zadźga). Czekam na coś godnego “Labiryntu Fauna”. 🙂

CategoriesKrytycznieTags

filmy


1. Sokole Oko nas widzi...
2. => Hellboy 2 czyli kawior z coca-colą
<>
cloud: accor:

Group1

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: