Głuchy notebook Fujitsu-Siemens Lifebook i udana amputacja

Jak zwykle udaną naprawą wypada się pochwalić. Tym razem poszczęściło się starusieńkiemu Lifebookowi, w którym tajemniczo milczały głośniki.

DiagnozaGłośniki milczą. Po prostu. Cisza zupełna.

Badanie: Sterowniki w porządku (chyba), twierdzą, że działają. Wyjście cyfrowe wyłączone. Wszelkie jakieś fikuśne miksy stereo szmereo czort-wie-co powyłączane. Może to tylko głośniki się popsuły/spaliły, a gniazdo słuchawek będzie działać? – pomyślałem, wpinając wtyczkę słuchawkową w boczne gniazdko. I tu niespodzianka: wtyczka się podejrzanie rusza. Wtykam w wejście liniowe obok – siedzi ładnie, jak powinna. Z powrotem w gniazdo słuchawkowe – lata jak Żyd po pustym sklepie. Przyglądam się bliżej – no jasne, ktoś za mocno nacisnął i urwał gniazdko z płyty, nie wiem jeszcze, na ile poważnie, “ale urwał“.

Rozkręciłem kontuzjowane urządzonko na zupełne części, bo gniazdko słuchawkowe zamontowano od spodu płyty głównej. No i niestety, moim oczom ukazuje się gniazdko jakoś zgięte dziwnie, i zdecydowanie oderwane od płyty wraz z paroma milimetrami ścieżki miedzianej. Nic dziwnego, skoro tylko przylutowano je do ścieżek nóżkami “na płask” i przyklejono korpus klejem! Wmontowane obok gniazdka liniowe i mikrofonu jakoś dało się wlutować w płytę nóżkami, żeby nie odpadły przy byle okazji… Cóż było robić, ostrożnie odcinam gniazdko i zamykam kompa (tradycyjnie na “stole operacyjnym” zostaje mi kilka śrubek, które nie mam pojęcia gdzie miały przychodzić, ale wszystko chodzi pięknie bez nich).

Efekt – cisza. Moją uwagę zwracają jednak (może i wcześniej obecny) cichusieńkie dźwięki, dochodzące – jako żywo – z głośników. Czyli coś tam jednak żyje!

Przyglądam się, tknięty przeczuciem, wymontowanemu gniazdku… i tu wykonuję popisowego facepalma. Przecież to pieroństwo wykrywa wetknięcie wtyczki słuchawkowej poprzez ROZWARCIE dwóch z czterech nóżek! Zatem teraz, po wymontowaniu (i tak urwanego) gniazdka płyta permanentnie myśli, że ma wpięte słuchawki, więc głośniki wyłącza!

Rozkręcam pacjenta jeszcze raz… tym razem nie tak do końca; stwierdzam, iż chrzanić to, wycinam malutki kawałek obudowy zasłaniający mi miejsce amputacji słuchawek (i tak było pod klapką od karty sieciowej). Namierzam (byłe) miejsca mocowania dwóch nóżek “masy”, pocąc się i kombinując niewygodnym grubym grotem lutownicy przylutowuję (najpierw dla wygody przyklejony “Kropelką”) półcentymetrowy kawałek cienkiego drucika…

Działa!

cloud: accor:

Group1

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: