Offline :(

Wszystkich zamartwiających się o mnie przez ostatnie parę dni uspokajam niniejszym, że żyję – tylko mi monterzy rozwiercili kabel od telefonu i pożyczam dość ograniczoną sieć od sąsiada. Dlatego, póki nie naprawią (jakoś), jestem web-only, jak jakiś dziecior z kafejki :/  Na szczęście akurat wyjeżdżam na ponad tydzień, ale to tak w kwestii formalnej. 🙂

Spacerek i nogi mi odpadły.

Wiosna słoneczkiem przygrzała – i należnie ludzi wyroiło na spacery. Mnie i Aili również, a co. Tylko, że nie planowaliśmy sumarycznie po kebabie i nieplanowanych lodach przemaszerować jeszcze bardziej nieplanowanych… 15 kilometrów. Spoko, daje się przejść, ale i tak to kawałek drogi 😛

Prima Aprilis w nowej formule

Czy ktokolwiek z Was jeszcze nabiera się na primaaprilisowe ściemy? Nie wierzę. Wyczekujecie tego dnia głównie z myślą o tym, jakie bzdurne niusy tym razem nam media zafundują, i być może idzie za tym jeszcze dodatkowy element hazardu – założyć się z kimś, czy dana podejrzana nowinka to fakt, czy przekręt.

Zatem proponuję – póki czas! – inną formułę tego dnia, mającego wszak być pełnym humoru świeżego, a nie wyczekanego i mającego siwą brodę. Formułę nawiązującą do dawnych polskich zwyczajów, nota bene.

Otóż niech Prima Aprilis będzie po prostu dniem głupawki. Ruszmy na miasto i – pilnując, by nikomu naszymi działaniami jakiejś krzywdy czy przykrości nie wyrządzić! – róbmy co się da, zachowujmy jak uciekinierzy z oddziału długich rękawków, by ludzie patrząc na nas nie potrafili powstrzymać albo śmiechu, albo przynajmniej ciężkiego WTFa. Róbmy z siebie jak największych pajaców, powodujmy jak największe zamieszanie! Oczywiście nie zapomnijmy dokumentować naszych wyczynów, więc chodźmy grupkami, by ktoś mógł robić fotki.

Dzień Głupawki już za cztery dni. Obywatelu, nie pozostań bierny.

Piękną mamy zimę tej wiosny…

… i piękną mieliśmy wiosnę tej zimy.

Co ta pogoda wyrabia, to już ludzie pojęcie przechodzi. Na Gwiazdkę mieliśmy zieloną trawkę i o mało bazie nie zakwitły. Na Równonoc Wiosenną co mamy? Śnieg po pół łydki! Chyba w listopadzie ktoś posłał śnieg Pocztą Polską…

Pierwszy mod gitarki od GH

Problem 1: “strum bar”, czyli szarpadło, łomocze strasznie o obudowę, hałasując niemiłosiernie.

Problem 2: ostre szarpnięcie, dajmy na to w dół, bez zatrzymania ręki na szarpadle – czyli machamy ręką szerokim łukiem, zahaczając o szarpadło – jest efektowne, ale notorycznie powoduje odbicie szarpadła od dolnego guzika i wciśnięcie górnego, co kończy się “nadszarpnięciem” i stratą nuty.

Rozwiązanie: samoprzylepne filcowe podkładki pod meble oraz parę kawałeczków grubego kartonu.

Otworzywszy obudowę i zdemontowawszy szarpadło, wyjmujemy szarpadłu gumowe nóżki i wtykamy je odwrotnie. Będą bezużyteczne, ale po co dekompletować gitarkę. Zamiast gumowych nóżek przyklejamy kawałki filcu meblowego. Na guzikach też przyklejamy filc. Teraz guziki za mocno stykają się z szarpadłem pod spodem, toteż dodajemy “podkładki”, najlepiej z czegoś trochę elastycznego (karton jest świetny).

Na koniec trzeba trochę spiłować cztery wystające z obudowy elementy, dociskające płytkę szarpadła, bo inaczej się nie domknie – przecież płytkę podniosło o dobre 3-4 mm.

Efekt: szarpadło chodzi ciszej i się nie telepie, oraz znacznie słabiej “odbija”, pozwalając na popisowe szarpnięcia z rozpędu.

 

Kod dla laika czy kod dla programisty?

Zupełnie nie rozumiem, jakie idee przyświecały projektantom WordPressa, gdy tworzyli jego strukturę szablonów do wyświetlania treści. Nie mam im za złe faktu, iż nie posłużyli się tu i ówdzie już przyjętym Smartym – zastąpienie go najzwyklej w świecie załączanymi plikami .php wydaje się być ukłonem w stronę bardziej zaawansowanych artystów szablonistów, tym bardziej, że przecież Smarty właśnie do .php się ostatecznie kompiluje.

Zastanawia mnie, mianowicie, do kogo jest adresowany zestaw funkcji, prezentowany przez silnik WordPressa autorom szablonów. Z jednej strony stara się bowiem być możliwie wygodny i prosty – wpisy i strony wyświetlane są za pomocą gotowych funkcji, odpowiednio je formatujących… a z drugiej strony próżno szukać wygodnie wystawionych na wierzch obiektów, z których możnaby wydobyć bardziej niskopoziomowe informacje.

Z trzeciej zaś strony udało mi się błyskawicznie popsuć domyślny szablon… poprzez użycie zmiennej $m. Taką zmienną bowiem, jako globalną, wykorzystuje widget kalendarza jako bieżący przeglądany w archiwum numer miesiąca. Nie, żadnej pomyłki tu nie ma: standardowy kalendarz naprawdę wykorzystuje jednoliterową zmienną globalną! Zmiennych globalnych o krótkich nazwach zresztą w ogóle w kodzie WordPressa nie brakuje.

Gdzież, u licha, stare dobre   foreach (($engine->posts()) as $post) do echo $post->title;  … albo cokolwiek w tym stylu…

Na razie bitwę wygrałem i nawet małego plugina dodałem – dwa ekrany kodu tylko po to, żeby WP łaskawie użył szablonu z pliku “category-cośtam.php” i to cośtam było dodatkową daną pamiętaną dla kategorii. Takie chwytanie się prawą ręką za lewe ucho, gdyż WP pozwala na szablony per kategoria tylko adresowane numerycznie do poszczególnych kategorii – “category-5.php” dla kategorii o id=5, itd.

Wojna trwa.