Dzień 2

Jestem w Łebie! Snickers i tiger zrobiły swoje. 60km zeszło zgrabnie, średnia 19,5 km/h.

Nadal Dzień 3

Przytaczam dokładnie jak napisano, wraz z gwiazdkami i rzędami wielkich liter.

Dla automaciarzy: Sopot molo PIU NX. Wlad-wo ul. Targowa: DMX 2 i Morska: PIU PREX * 2 i DMX, Łeba PIU PERFECT, DMX * 2 i PIU NX2.

Stop?

Dzień 1

Status: LEZE. Samo rzet, ale e jak echo.

Aaaaaha.

Status: LEŻE. Nieprzespana noc ani pociąg, a potem 60 km pod ostry wiatr. Na trasie udeptane automaty, nie oszczędzając się. Teraz zatem… Leże.

Maszyny niczem stachanowcy. Pociąg jadący pod ostry wiatr, udeptane automaty …. Dziwy na tej Północy.

Kryj się kto morze!

Macki atakują Bałtyk – postanowione, oplute i zaklepane. Znaczy, decyzja zaklepana, a nie macki oplute. Jutro o 5:22 bladym świtem wsiadam w pociąg i szpuluję do Gdyni, stamtąd promem na Hel… i dalej to już tylko pedałkami.

Oto mój optymistyczny plan, ciekawe, na ile się powiedzie…

Poniedziałek – dotrzeć do Dębków (czy może Dębek?). 60 km.

Wtorek – do Łeby, 54 km.

Środa – do Ustki, 70 km.

Czwartek – przez Darłowo do Mielna, 68 km.

Piątek – przez Ustronie Morskie, Kołobrzeg, Mrzeżyno do Niechorza, 72 km.

Sobota – przez Pobierowo, być może Kamień Pomorski (ale nie wiem, czy go nie pominę), Dziwnów, Międzywodzie i Międzyzdroje do Świnoujścia, powiedzmy 80 km.

To jest plan absolutnie maksymalnej prędkości – jakbym się chciał obijać, to, na szczęście, mam dwa dni zapasu: dopiero we wtorek mam się zjawić z powrotem w Ustce (pociągiem już! nie będę zapitalał tej samej trasy pedałami, nie ma mowy!).

Drżyj, Bałtyku!

Z kijem w szprychach

Pokrótce: na przełomie czerwca i lipca planuję przejechać sobie, drobnostka, nasze wybrzeże. Całe. No, prawie – od Gdańska do Szczecina, tylko z Gdyni na Hel posiłkując się transportem zmotoryzowanym. Reszta – moje własne odnóża na pedałach.
Wstępny plan trasy wygląda tak:

Nie, nie wiem, dlaczego plugin googlemapsowy koniecznie chce zasięg moich planowanych wojaży wizualizować aż po Uzbekistan…