Błoto power!

Objazdy to zło, rzekłem sobie dziś. Mam dojechać z Gocławka na Targówek Przemysłowy, to przecież nie będę 8 km zasuwał Grochowską i Solidarności, jak mogę przeskoczyć przez tory w kierunku północnym i jechać w sumie 5 km. Trasa “tam” przebiegła pomyślnie, zatem “z powrotem” jechałem sobie spokojnie dalej ulicą Zabraniecką na wschód, kombinując, jak i gdzie by tu z powrotem na Olszynkę zjechać. Wszak wracać tą samą trasą, którą się jechało gdzieś, to zbrodnia w żywe oczy – nawet, jeżeli dołożyły się trochę drogi (w tym przypadku: kilometr). Znienacka jednak ładna asfaltowana ulica Zabraniecka raczyła się skończyć, zmieniając w wyłożoną czołgowymi płytami ulicę Gwarków – ale płyty to jeszcze nic, jak się wkrótce okazało, wytrzęsą trochę tyłek i tyle. Następnie jednak ulica Strażacka, poza byciem udekorowaną malowniczymi stertami śmieci, wywalonymi na jej pobocze, okazała się być pokryta… błotem. I to nie byle jakim błotem – takim porządnym, staromodnym, gliniastym, lepkim, śliskim błotem pierwotnym, z którego spontanicznie lęgną się golemy błotne, jeśli nie wręcz żywiołaki błota! Jakoś przetrwałem – mało nawykłe do takiego lekceważącego traktowania buty trochę się na mnie obraziły, ale wypucować się pozwoliły, zaś rower nawet się bardzo nie oblepił…

Jak mi dziś na pytanie “co to?” ktoś odpowie “błoto!”, to pokręcę mądrze głową, pogrożę palcem i odrzeknę tonem pijanego mistrza – “o, młodziku, błota toś nie widział”.

(Mapka dzięki zacnemu pluginowi xml-google-maps)

cloud: accor:

Group1

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Connect with Facebook

Security Code: