Kinematografia analna

Tyle czasu już zabawa widniejąca w tytule tego wpisu krąży wśród niewinnych umysłów rozmaitych znajomych, a jeszcze nikt – po googlu patrząc – nie opisał zasad owej cudownej rozrywki dla światłych amatorów ruchomych obrazów…

Czytajcie zatem, i miejcie zlitowanie dla tego, kto Was tak urządzi, gdy zaczniecie podświadomie w zabawie tej uczestniczyć w najmniej odpowiednich momentach.

Oto zabawa w “kinematografię analną”, w “filmy w dupie”, czy też po prostu w “filmy”.

Continue reading “Kinematografia analna”

Skromna przebieżka na Stokłosy

Dane wejściowe: Sinus w centrum Warszawy.

Dane pomocnicze: Aili za godzinę kończy zajęcia koło metra Stokłosy.

Co robi świeży pogromca 500-kilometrowej trasy rowerem? Szpanuje kondycją i biegnie sobie truchcikiem przez pół Warszawy. Godzina i 10 kilometrów padło. Ciekawe, jak ja jutro rano wstanę…

Kawa Jacobs Krönung

Przepalona, niesmaczna, ciężka. W porównaniu z dotychczas przeze mnie intensywnie i ze smakiem wsączaną waniliową (Jacobs czy Nescafe, co to było, do licha…) czy Tchibo Exclusive Guatemala Medium… fatalnie. Ktoś chce paczkę 250g..? >_>

Krewetki McDonalda

Krótko powiem: MAŁO. Krewetkoburger kosztuje 10 zł, a ma rozmiar cheeseburgera i podobnie mało dodatków… Smaczne, ale za swoją cenę mało.

Relacja – dzień 7: niedziela, 6.07.08

Pobudki w Pomiocie okazały się dość typowo wczesne – szósta i już jestem na nogach. Zwinąłem Pomiot po raz ostatni, pożegnałem szefostwo pola namiotowego, i ruszyłem w ostatni etap. Cel – Świnoujście, po drodze zahaczając o kilka miejscowości: nieduży Rewal, nieźle zatłoczone Pobierowo, mały Dziwnówek na skrzyżowaniu trasy dziwnowskiej i szczecińskiej, spory i nieludzko zapchany automatami Dziwnów (dwie “Krokmanie”, PIU EXCEED i dwa nowiutkie PIU NX2), aż wreszcie Międzyzdroje, spore, lecz nieurodzajne.

Continue reading “Relacja – dzień 7: niedziela, 6.07.08”

Relacja – dzień 5: piątek, 4.07.08

Miałem sobie zrobić dzień odpoczynku, z racji, iż i tak miałem dwa dni zapasu – a tu figa! Jak mnie przemiła kuzynka namówiła na “taką króciutką” wycieczkę rowerową, tak skończyło się nabiciem dodatkowych prawie 40 km na liczniku… Znalezisko w postaci paru automatów w Sarbinowie zrekompensowało straty moralne 🙂