Spacerek i nogi mi odpadły.

Wiosna słoneczkiem przygrzała – i należnie ludzi wyroiło na spacery. Mnie i Aili również, a co. Tylko, że nie planowaliśmy sumarycznie po kebabie i nieplanowanych lodach przemaszerować jeszcze bardziej nieplanowanych… 15 kilometrów. Spoko, daje się przejść, ale i tak to kawałek drogi 😛

Prima Aprilis w nowej formule

Czy ktokolwiek z Was jeszcze nabiera się na primaaprilisowe ściemy? Nie wierzę. Wyczekujecie tego dnia głównie z myślą o tym, jakie bzdurne niusy tym razem nam media zafundują, i być może idzie za tym jeszcze dodatkowy element hazardu – założyć się z kimś, czy dana podejrzana nowinka to fakt, czy przekręt.

Zatem proponuję – póki czas! – inną formułę tego dnia, mającego wszak być pełnym humoru świeżego, a nie wyczekanego i mającego siwą brodę. Formułę nawiązującą do dawnych polskich zwyczajów, nota bene.

Otóż niech Prima Aprilis będzie po prostu dniem głupawki. Ruszmy na miasto i – pilnując, by nikomu naszymi działaniami jakiejś krzywdy czy przykrości nie wyrządzić! – róbmy co się da, zachowujmy jak uciekinierzy z oddziału długich rękawków, by ludzie patrząc na nas nie potrafili powstrzymać albo śmiechu, albo przynajmniej ciężkiego WTFa. Róbmy z siebie jak największych pajaców, powodujmy jak największe zamieszanie! Oczywiście nie zapomnijmy dokumentować naszych wyczynów, więc chodźmy grupkami, by ktoś mógł robić fotki.

Dzień Głupawki już za cztery dni. Obywatelu, nie pozostań bierny.

Piękną mamy zimę tej wiosny…

… i piękną mieliśmy wiosnę tej zimy.

Co ta pogoda wyrabia, to już ludzie pojęcie przechodzi. Na Gwiazdkę mieliśmy zieloną trawkę i o mało bazie nie zakwitły. Na Równonoc Wiosenną co mamy? Śnieg po pół łydki! Chyba w listopadzie ktoś posłał śnieg Pocztą Polską…

Pierwszy mod gitarki od GH

Problem 1: “strum bar”, czyli szarpadło, łomocze strasznie o obudowę, hałasując niemiłosiernie.

Problem 2: ostre szarpnięcie, dajmy na to w dół, bez zatrzymania ręki na szarpadle – czyli machamy ręką szerokim łukiem, zahaczając o szarpadło – jest efektowne, ale notorycznie powoduje odbicie szarpadła od dolnego guzika i wciśnięcie górnego, co kończy się “nadszarpnięciem” i stratą nuty.

Rozwiązanie: samoprzylepne filcowe podkładki pod meble oraz parę kawałeczków grubego kartonu.

Otworzywszy obudowę i zdemontowawszy szarpadło, wyjmujemy szarpadłu gumowe nóżki i wtykamy je odwrotnie. Będą bezużyteczne, ale po co dekompletować gitarkę. Zamiast gumowych nóżek przyklejamy kawałki filcu meblowego. Na guzikach też przyklejamy filc. Teraz guziki za mocno stykają się z szarpadłem pod spodem, toteż dodajemy “podkładki”, najlepiej z czegoś trochę elastycznego (karton jest świetny).

Na koniec trzeba trochę spiłować cztery wystające z obudowy elementy, dociskające płytkę szarpadła, bo inaczej się nie domknie – przecież płytkę podniosło o dobre 3-4 mm.

Efekt: szarpadło chodzi ciszej i się nie telepie, oraz znacznie słabiej “odbija”, pozwalając na popisowe szarpnięcia z rozpędu.

 

Through The Fire And Flames – 4*!

TTFAF, mój od niedawna śmiertelny adwersarz, padł był dziś dwa razy. Za pierwszym razem kiepsko, 350k. Za drugim razem – wyraźnie lepiej:

TTFAF 4*

Cztery gwiazdki dogonione. O pięciu na razie nie marzę – ale coraz lepiej widzę, że przede wszystkim na moich wynikach zaważa pchlo-żabia płynność peceta :/  Co ciekawe, ostatnio na xboxie nie potrafiłem, mimo wściekłe opory, przejść cholerstwa nawet raz. Jednak jeszcze za nisko cenię swoje zdolności, by odważyć się winić wyłącznie platformy sprzętowe 🙂

Edit:

TTFAF 406996

Niewielka poprawka, ale rano jeszcze 401226 – czyli mogę już w 400k celować. To… chyba dobrze. 🙂

Na specjalne życzenie Vartana – przejście TTFAF udokumentowałem filmikiem. Tylko, psia mać, szkoda, że na koniec zaliczyłem epic faila w mieszczeniu się w kadrze! Przez to i tak nie widać, czyj to filmik, bo mojej paszczy na ekranie ukazuje się jeno ponure ćwierć… ale lepsze to niż nic.

Już dwa FC na expercie!

To może kuriozalne, ale dotychczas tylko jedną piosenkę z karierowych wyzłociłem na expercie – “Slow Ride”, czym raczej niezbyt jest się jak chwalić. Nawet śmiesznych “Hit Me With Your Best Shot” czy “Story Of My Life” mi się nie chciało ćwiczyć do tego stopnia.

A tu dziś, niespodzianka:

The Metal FC

(Edit: doszedł jeszcze “Talk Dirty To Me”. To już 3!)

Błoto power!

Objazdy to zło, rzekłem sobie dziś. Mam dojechać z Gocławka na Targówek Przemysłowy, to przecież nie będę 8 km zasuwał Grochowską i Solidarności, jak mogę przeskoczyć przez tory w kierunku północnym i jechać w sumie 5 km. Trasa “tam” przebiegła pomyślnie, zatem “z powrotem” jechałem sobie spokojnie dalej ulicą Zabraniecką na wschód, kombinując, jak i gdzie by tu z powrotem na Olszynkę zjechać. Wszak wracać tą samą trasą, którą się jechało gdzieś, to zbrodnia w żywe oczy – nawet, jeżeli dołożyły się trochę drogi (w tym przypadku: kilometr). Znienacka jednak ładna asfaltowana ulica Zabraniecka raczyła się skończyć, zmieniając w wyłożoną czołgowymi płytami ulicę Gwarków – ale płyty to jeszcze nic, jak się wkrótce okazało, wytrzęsą trochę tyłek i tyle. Następnie jednak ulica Strażacka, poza byciem udekorowaną malowniczymi stertami śmieci, wywalonymi na jej pobocze, okazała się być pokryta… błotem. I to nie byle jakim błotem – takim porządnym, staromodnym, gliniastym, lepkim, śliskim błotem pierwotnym, z którego spontanicznie lęgną się golemy błotne, jeśli nie wręcz żywiołaki błota! Jakoś przetrwałem – mało nawykłe do takiego lekceważącego traktowania buty trochę się na mnie obraziły, ale wypucować się pozwoliły, zaś rower nawet się bardzo nie oblepił…

Jak mi dziś na pytanie “co to?” ktoś odpowie “błoto!”, to pokręcę mądrze głową, pogrożę palcem i odrzeknę tonem pijanego mistrza – “o, młodziku, błota toś nie widział”.

(Mapka dzięki zacnemu pluginowi xml-google-maps)

Kod dla laika czy kod dla programisty?

Zupełnie nie rozumiem, jakie idee przyświecały projektantom WordPressa, gdy tworzyli jego strukturę szablonów do wyświetlania treści. Nie mam im za złe faktu, iż nie posłużyli się tu i ówdzie już przyjętym Smartym – zastąpienie go najzwyklej w świecie załączanymi plikami .php wydaje się być ukłonem w stronę bardziej zaawansowanych artystów szablonistów, tym bardziej, że przecież Smarty właśnie do .php się ostatecznie kompiluje.

Zastanawia mnie, mianowicie, do kogo jest adresowany zestaw funkcji, prezentowany przez silnik WordPressa autorom szablonów. Z jednej strony stara się bowiem być możliwie wygodny i prosty – wpisy i strony wyświetlane są za pomocą gotowych funkcji, odpowiednio je formatujących… a z drugiej strony próżno szukać wygodnie wystawionych na wierzch obiektów, z których możnaby wydobyć bardziej niskopoziomowe informacje.

Z trzeciej zaś strony udało mi się błyskawicznie popsuć domyślny szablon… poprzez użycie zmiennej $m. Taką zmienną bowiem, jako globalną, wykorzystuje widget kalendarza jako bieżący przeglądany w archiwum numer miesiąca. Nie, żadnej pomyłki tu nie ma: standardowy kalendarz naprawdę wykorzystuje jednoliterową zmienną globalną! Zmiennych globalnych o krótkich nazwach zresztą w ogóle w kodzie WordPressa nie brakuje.

Gdzież, u licha, stare dobre   foreach (($engine->posts()) as $post) do echo $post->title;  … albo cokolwiek w tym stylu…

Na razie bitwę wygrałem i nawet małego plugina dodałem – dwa ekrany kodu tylko po to, żeby WP łaskawie użył szablonu z pliku “category-cośtam.php” i to cośtam było dodatkową daną pamiętaną dla kategorii. Takie chwytanie się prawą ręką za lewe ucho, gdyż WP pozwala na szablony per kategoria tylko adresowane numerycznie do poszczególnych kategorii – “category-5.php” dla kategorii o id=5, itd.

Wojna trwa.

Nowy layout!

Cztery dni dłubania i ślęczenia nad powolnie się renderującymi obrazkami – ale efekt chyba jest przyjemny dla oka. Steampunk, powiedzmy.

Chwilowo mam dość dłubania w grafice… na jakiś czas…

Tak, wiem, że jeszcze nie wszystko działa poprawnie i czasem wyskakuje skądś stary błękitno-biały layout. Wkrótce przestanie.